IMAG0333_BURST002

Styczniowy śnieg nocna zasiadka, oczywiście nie omieszkałem skorzystać, pojechaliśmy, więc razem z kolegą. Po około godzinie słyszę strzał, okazało się, że to Piotrek strzelał. Pytam czy trzeba pomocy zaśmiał się, że może poradzi sobie sam, bo to warchlak. Po upływie niespełna 10 min dzwoni, że dzika nie ma i potrzebna jest pomoc nie tyle moja, co psów. Dla pewności idę do niego i razem szukamy farby. Na zestrzale jest ścinka i kawałek kości, trop prowadzi do pobliskiego młodnika postanawiamy odłożyć poszukiwania do rana. Następnego dnia jesteśmy w lesie już o świcie. Zabrałem ze sobą dwa psy Legat, jako doświadczony miał być zabezpieczeniem a Istara uczniem. Do tej pory trening polegał na pracy w zagrodzie nigdy w warunkach naturalnych Istra nie spotkała się z rannym dzikiem.  Postanowiłem więc zwolnić przed młodnikiem oba psy po chwili odezwała się Istra i zaraz po niej Legat.  Pozostało jedynie wejść w młodnik i skrócić cierpienie dzikowi. Na szczęście dzik okazał się naprawdę mały.

Tego samego dnia nadarzyła się kolejna okazja do pracy psów podobnie strzelony dzik, lecz znacznie większy odyńczyk. Po przejściu 2km za stale farbującym dzikiem podjęliśmy decyzje o puszczeniu 2 psów. Tym razem już nie dla celów szkoleniowych a z obawy przed uszkodzeniem psa. Środek nocy, duży dzik i zbliżająca się wystawa skłoniły mnie do tej decyzji, już raz musiałem odwołać wyjazd z powodu ran Legata. Bardzo rzadko decyduje się na poszukiwania nocą, musi naprawdę dochodzić do sytuacji, iż następnego dnia poszukiwania będą utrudnione bądź nawet bezcelowe.  Puściłem więc psy w gon za rannym dzikiem, ale widzę że psy przed młodnikiem się rozdzielają pomyślałem że Istra mniej doświadczona poszła za czymś innym „szkoda” bo rano było tak fajnie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po dojściu okazało się, że Istra nie zeszła z tropu, ale to Legat postanowił okrążyć dzika. Nie wiem czy to przypadek czy początek pięknej współpracy dwóch gończych. Dzik strzelony po biegu z jednym psem niekoniecznie dałby się przytrzymać a już na pewno nie tak szybko jak z dwoma. Osaczony nie miał większych szans ani na atak ani na ucieczkę. Kolejny raz przypadła mi rola dostrzelenia zwierza. Nie wiem tylko czy tłumaczenie strzelców, że to moje psy i oni boją się strzelać żeby ich nie zranić jest szczere:). Może jednak obawa przed wchodzeniem w gęste młodniki gdzie siedzi czasami dość pokaźny odyniec rozjuszony raną i nękające go psy:).

DSC_0657Tego dnia wstałem dość wcześnie rano. Biorąc do ręki telefon zauważyłem kilka nieodebranych połączeń od kolegi myśliwego. Oddzwoniłem i okazało się, że wieczorem strzelał do dużego dzika. Znalazł farbę przeszedł kilkadziesiąt metrów, ale dzik nie padł, słusznie stwierdził, że idąc dalej będzie dzika jedynie podganiać a w nocy w gęstym młodniku jest zbyt niebezpiecznie. Biorę, więc Legata i jedziemy na miejsce. Po wstępnych oględzinach zestrzału kolega opowiada, że strzelał go najpierw ojciec z innej ambony on widząc, że dzik utyka na przedniego biega próbował go dostrzelić i na pewno trafił, bo dzik farbuje. Zapinam, więc otok i zaczynamy tropienie. Pies podejmuje trop po kilkuset metrach dochodzimy do małego bagienka gdzie ewidentnie widać, iż dzik usiłował zasklepić ranę błotem. Idziemy dalej Legat zaczyna mocno kluczyć wydaje się, że dzik zawrócił potem znowu odbija, lecz farby już nie widzę, po psie jednak ewidentnie widać, że jest na tropie. Widząc większe podniecenie u psa postanawiam puścić psa luzem. Mija może minuta Legat mocno głosi postrzałka biegniemy na miejsce dzik faktycznie duży Legat pięknie go trzyma, ale nie ma jak strzelić, bo straszne krzaki a pies bardzo blisko odyńca. Po chwili udaje się odwołać psa pada strzał dzik nadal stoi przewraca się dopiero po drugim strzale. Przy patroszeniu okazuje się, że odyniec był już wcześniej strzelany i dlatego utykał a kolega trafił go po szynce. Dzik miał wcześniej przestrzeloną łopatkę niedochodzony przez myśliwego przeżył, ale jak długo się męczył nie wiem. Warto jednak mieć psa ułożonego do pracy na farbie, a jeśli się go nie ma to można przecież zadzwonić do znajomego z psem, jeśli jest myśliwym na pewno nie odmówi pomocy.

Written on Październik 30th, 2013 , Bez kategorii Tags: , , ,

Telefon od kolegi, strzelał  do dzika, ale nie miałem czasu wieczorem, więc umówiliśmy się na 8 rano. Na miejscu parę kropel farby i tłuszcz, potem długo nic. Legat zaczyna pracę, po 100m pojawia się farba i kawał tłuszczu, potem znowu nic. Pies jednak ciągnie, więc idę dalej, 100m i dalej farba, ale już więcej i po 30m dalej się urywa, wiem jednak, że pies idzie po tropie. Sytuacja powtarza się kilka razy po około kilometrze gęsty młodnik więcej farby zdecydowałem się na spuszczenie psa. I cisza popełniłem błąd, bo po wejściu w młodnik okazało się, że były jelenie, ale psa nie ma. Idę dalej szukać psa kolega zaczął zbierać grzyby i zawrócił po auto. Uznaliśmy, że już po wszystkim. Przejechaliśmy może kilometr i nawołuję psa, cisza, ale po chwili słyszę głosi. Okazało się, że dzik strzelony w zasadzie draśnięty w podbrzusze tak, że wyszły mu jelita, ale nieuszkodzone. Uszedł 3 km od miejsca zestrzału farbując z przerwami. I znowu bez psa dzik był by nie do dojścia.

Written on Wrzesień 15th, 2012 , Bez kategorii Tags: , , ,

Polowanie przy kukurydzy, słaba widoczność księżyc dopiero się budził. Dziki słychać od 30 min przedzierają się przez topinambur, ale niepewnie zmieniając pozycje do wejścia w kukurydze. Kilka metrów wolnej przestrzeni do kukurydzy pozwala oddać strzał. Wreszcie pojawia się przelatek strzelam. Pewny celnego strzału schodzę ze zwyżki i udaję się na miejsce zestrzału. Inny myśliwy siedzący na ambonie też przychodzi, aby pomóc, znajdujemy kawałek kości. Farba pojawia sie kilkanaście metrów dalej. Po chwili namysłu udaje się po Legata, choć uważałem, że trzeba odczekać. Po 100m pies zaczyna kluczyć puszczam z otoku i cisza. Na gwizdek pies wraca, kolega myśliwy twierdzi, że widocznie pies poszedł za zdrowymi a ten jest nie do dojścia, myślę może i racja. Zostaje jednak sam i ponownie puszczam psa na trop. Dochodzi północ,  ale nie daje mi spokoju myśl ze kość, że tyle farby… 30 min cisza, gwizdek pies nadal nie wraca po godzinie wściekły wsiadam w auto z myślą, że jadę do domu, ale jednak jadę w kierunku gzie pobiegł pies i po ok kilometrze wysiadam z auta słyszę głosi. Karabin na ramie i ruszam. Przeraziłem się, bo głos słabł jak by Legat się oddalał, ale po przejściu 500m okazało się, że głosi w miejscu, ale już tak długo, że zaczął tracić głos. Na miejscu zestrzału kompletnie mimo nocy nie było nic słychać. Okazało się, iż przelatek został strzelony po biegu, bez psa nie do dojścia.

Written on Sierpień 15th, 2012 , Bez kategorii Tags:

Jest czerwcowe popołudnie, razem ze znajomymi wybieramy się na polowanie. Około godziny 19.30 dojeżdżamy na miejsce. Kiedy zasiadamy wygodne  na trzech ambonach, dochodzi 20.00. Jest ciepło lekki wiaterek brak komarów a przed nami pszenica, czekamy na dziki. Tuż po 21 pojawia się 2 sztuki, ale 400m od mojej ambony kolega ma znacznie bliżej, ale ich nie widzi po chwili jednak dostrzega jednego z nich oddaje strzał i … pudło. Tego dnia ze smutkiem na twarzy wracaliśmy do domu. Dwa dni później dostaje telefon i głos kolegi „jedziemy dziś będą”. Nie no bez przesady dopiero z pracy przyjechałem i do tego od rana pada, ale uległem. Zasiedliśmy na tych samych ambonach i czekamy. Dochodzi 20 cały czas leje, ambona przecieka cały mokry i wściekły, że dałem się namówić, dostrzegam przelatka, który już kieruje sie w stronę lasu. W ostatniej chwili oddaje strzał, farba jest, ale dzika brak. Koledzy opowiadają, że dzik wybiegł z pod mojej ambony, ale przed samą pszenicą odbił na las. Całe szczęście, że jest Legat, postanowiliśmy odczekać jakiś czas i tak wszyscy są mokrzy, zapinamy otok, idziemy na miejsce zestrzału i ruszamy. Po około 300m dochodzimy do gęstych zarośli, Legat zaczyna mocniej ciągnąc. Decyzja natychmiastowa odpinam psa, cisza, czekamy i po chwili jakieś 100m Legat ostro głosi. Dochodzimy na miejsce dzik żyje pies przy nim, odwołanie Legata w takiej sytuacji nie jest proste, ale po magicznej komendzie przychodzi do nogi. Strzał łaski, gratulacje, ciężka praca, bo do auta ponad kilometr a autem nie dojadę, bo straszne błoto.  Tym razem z uśmiechem na twarzy wracamy do domu.

Written on Czerwiec 19th, 2012 , Bez kategorii Tags: ,

Gończy Polski z Borów Sapiehy

Gończy Polski z Borów Sapiehy

Gończy Polski hodowla psów myśliwskich, reproduktor Gończy Polski. Polowanie z psami, tropienie postrzałków, szkolenie psów.