DSC_0657Tego dnia wstałem dość wcześnie rano. Biorąc do ręki telefon zauważyłem kilka nieodebranych połączeń od kolegi myśliwego. Oddzwoniłem i okazało się, że wieczorem strzelał do dużego dzika. Znalazł farbę przeszedł kilkadziesiąt metrów, ale dzik nie padł, słusznie stwierdził, że idąc dalej będzie dzika jedynie podganiać a w nocy w gęstym młodniku jest zbyt niebezpiecznie. Biorę, więc Legata i jedziemy na miejsce. Po wstępnych oględzinach zestrzału kolega opowiada, że strzelał go najpierw ojciec z innej ambony on widząc, że dzik utyka na przedniego biega próbował go dostrzelić i na pewno trafił, bo dzik farbuje. Zapinam, więc otok i zaczynamy tropienie. Pies podejmuje trop po kilkuset metrach dochodzimy do małego bagienka gdzie ewidentnie widać, iż dzik usiłował zasklepić ranę błotem. Idziemy dalej Legat zaczyna mocno kluczyć wydaje się, że dzik zawrócił potem znowu odbija, lecz farby już nie widzę, po psie jednak ewidentnie widać, że jest na tropie. Widząc większe podniecenie u psa postanawiam puścić psa luzem. Mija może minuta Legat mocno głosi postrzałka biegniemy na miejsce dzik faktycznie duży Legat pięknie go trzyma, ale nie ma jak strzelić, bo straszne krzaki a pies bardzo blisko odyńca. Po chwili udaje się odwołać psa pada strzał dzik nadal stoi przewraca się dopiero po drugim strzale. Przy patroszeniu okazuje się, że odyniec był już wcześniej strzelany i dlatego utykał a kolega trafił go po szynce. Dzik miał wcześniej przestrzeloną łopatkę niedochodzony przez myśliwego przeżył, ale jak długo się męczył nie wiem. Warto jednak mieć psa ułożonego do pracy na farbie, a jeśli się go nie ma to można przecież zadzwonić do znajomego z psem, jeśli jest myśliwym na pewno nie odmówi pomocy.

Written on Październik 30th, 2013 , Bez kategorii Tags: , , ,

Jest czerwcowe popołudnie, razem ze znajomymi wybieramy się na polowanie. Około godziny 19.30 dojeżdżamy na miejsce. Kiedy zasiadamy wygodne  na trzech ambonach, dochodzi 20.00. Jest ciepło lekki wiaterek brak komarów a przed nami pszenica, czekamy na dziki. Tuż po 21 pojawia się 2 sztuki, ale 400m od mojej ambony kolega ma znacznie bliżej, ale ich nie widzi po chwili jednak dostrzega jednego z nich oddaje strzał i … pudło. Tego dnia ze smutkiem na twarzy wracaliśmy do domu. Dwa dni później dostaje telefon i głos kolegi „jedziemy dziś będą”. Nie no bez przesady dopiero z pracy przyjechałem i do tego od rana pada, ale uległem. Zasiedliśmy na tych samych ambonach i czekamy. Dochodzi 20 cały czas leje, ambona przecieka cały mokry i wściekły, że dałem się namówić, dostrzegam przelatka, który już kieruje sie w stronę lasu. W ostatniej chwili oddaje strzał, farba jest, ale dzika brak. Koledzy opowiadają, że dzik wybiegł z pod mojej ambony, ale przed samą pszenicą odbił na las. Całe szczęście, że jest Legat, postanowiliśmy odczekać jakiś czas i tak wszyscy są mokrzy, zapinamy otok, idziemy na miejsce zestrzału i ruszamy. Po około 300m dochodzimy do gęstych zarośli, Legat zaczyna mocniej ciągnąc. Decyzja natychmiastowa odpinam psa, cisza, czekamy i po chwili jakieś 100m Legat ostro głosi. Dochodzimy na miejsce dzik żyje pies przy nim, odwołanie Legata w takiej sytuacji nie jest proste, ale po magicznej komendzie przychodzi do nogi. Strzał łaski, gratulacje, ciężka praca, bo do auta ponad kilometr a autem nie dojadę, bo straszne błoto.  Tym razem z uśmiechem na twarzy wracamy do domu.

Written on Czerwiec 19th, 2012 , Bez kategorii Tags: ,

Gończy Polski z Borów Sapiehy

Gończy Polski z Borów Sapiehy

Gończy Polski hodowla psów myśliwskich, reproduktor Gończy Polski. Polowanie z psami, tropienie postrzałków, szkolenie psów.